![]() |
Świadectwa - Kapłaństwo
W służbie Bogu | W służbie ludziom
Został dany wrocławskiemu Kościołowi na jego trudne, bardzo trudne czasy jako nauczyciel wiary i moralności chrześcijańskiej, przepełniony duchem autentycznego patriotyzmu. Całkowicie zawierzył Panu Bogu i ufał, że to On koniec końców wszystkim kieruje - życiem ludzkim, życiem narodu. (ks. A. Dziełak) Ks. prałat Aleksander Zienkiewicz należy do najwybitniejszych kapłanów-społeczników, intelektualistów i wychowawców archidiecezji wrocławskiej na przestrzeni jej dotychczasowych dziejów. (ks. J. Swastek) Ks. A. Zienkiewicz to osobowość charyzmatyczna przez Opatrzność przewidziana dla Kościoła wrocławskiego na trudne czasy, warunki i miejsca oraz dla ludzi, dla których okazał się nie tylko duszpasterzem i wychowawcą, ale przyjacielem. [...] Ten wewnętrzny żar, zapał i gorliwość, będące motorem jego działalności, a szczególnie budząca podziw nieprzeciętna duchowość, dostrzegana niemal wszędzie i zawsze przez otoczenie, musiały zostać zauważone i docenione... (ks. S. Turkowski) W służbie Bogu Uczyliśmy się miłości kapłańskiej Wujka do Chrystusa przede wszystkim z jego skupienia podczas Eucharystii, z jego miłości, z jaką wypowiadał słowa konsekracji. W homiliach mówił o Chrystusie jak o kimś najbliższym, który tu mieszka, który nas słucha, patrzy na nas. [...] Wujek to Mojżesz naszych czasów, któremu Bóg powierzył światło wiary i ogień miłości, aby - przekazane młodemu pokoleniu - czyniły wrocławian ludźmi prawdziwie wolnymi. Do końca swoich dni na ziemi Wujek pozostał młody. Do końca była młoda jego żywa wiara. Do końca żył nadzieją i miłował Pana Boga i ludzi jak nastolatek - z całą euforią i radością ducha. (ks. M. Drzewiecki) Boga kochał szczerze i tę miłość wyrażał w modlitwie, w uważnym słuchaniu głosu Boga, w poddaniu się Jego woli. Był zawsze zajęty Bogiem. Z tej wiary i miłości Boga tryskała żywa nadzieja, ufność bez granic pokładana w Bożej Opatrzności. W decydujących momentach swego życia błagał Ducha Świętego o światło i siłę. (ks. J. Pater) Tym, którzy go znali, przypominał samego Jezusa Chrystusa ze względu na dobroć serca. Wszyscy uważali go za człowieka świętego, nastawionego na służbę drugim z motywów nadprzyrodzonych. Był nie tylko znakomitym nauczycielem wiary, ale nade wszystko jej świadkiem. Przeszedł przez życie dobrze czyniąc. Zawierzył je Matce Bożej i świętym, szczególnie z narodu polskiego. (ks. J. Swastek) Księża-wychowankowie nazywają swojego rektora Bożym mężem i człowiekiem modlitwy. Kochał modlitwę. Można go było często spotkać w kaplicy samotnie klęczącego, zatopionego w modlitwie, po Mszy świętej nawet trzy kwadranse. Klerycy spotykali go w kaplicy leżącego krzyżem. Jak wszedł w modlitwę, tracił kontakt z rzeczywistością. Zachęcał kleryków do modlitwy, ale jego modlitwa była najlepszą zachętą, a zarazem lekcją. Cechowało go umiłowanie Eucharystii. Kiedy dziś jesteśmy po doświadczeniach Roku Eucharystii, możemy powiedzieć, że charakteryzował się duchowością eucharystyczną. Z pietyzmem, z namaszczeniem sprawował Msze święte. Długie chwile spędzał na adoracji Najświętszego Sakramentu. Dla niego Eucharystia rzeczywiście była źródłem i szczytem jego kapłańskiego życia i rektorskiego posługiwania. Należy również zauważyć szczególną pobożność maryjną. Nie była to pobożność dewocyjna, ale budowana na Tajemnicy Wcielenia, wynikająca z faktu, że Maryja jest Bożą Matką - Matką Jezusa Chrystusa, Zbawiciela człowieka. (ks. M. Biskup) Dostrzegał bolesne zjawiska w Ojczyźnie i w Kościele, nie wahał się o nich mówić głośno i pisać. Mówił o tym zawsze z ogromnym zatroskaniem, bez cienia pogardy dla ludzi czyniących zło, bez nienawiści czy żądzy zemsty, odwetu, a zwłaszcza pesymizmu. Nie godził się z poglądami w rodzaju: Jest źle, będzie gorzej. (ks. S. Turkowski) W latach 60. dzień pod Czwórką zaczynał się poranną Mszą świętą odprawianą przez Wujka, który ani swoim zachowaniem, ani słowem nie sugerował nam obowiązku uczestniczenia w niej. Wcześniej długo się modlił, a Najświętszą Ofiarę sprawował z taką pobożnością, iż miało się wrażenie, że wprost fizycznie dotyka Pana Jezusa. Bez względu na okoliczności nigdy jej nie przyspieszał ani też nie pamiętam, by kiedykolwiek z powodu choroby, wysokiej gorączki czy zimna, które wówczas w kościele Św. Piotra i Pawła panowało, zaniechał jej sprawowania. Dla niego to nie był obowiązek kapłański, ale wielki przywilej i szczęście sprowadzać Chrystusa na ołtarz i dzielić się Nim z wiernymi. Długo potem pozostawał na modlitwie mimo czekających na niego interesantów. (M. Chomik) Ks. Zienkiewicz był prawdziwie człowiekiem pokory, ale też nigdy i nigdzie się z nią nie obnosił. Natomiast łatwo było zauważyć przy codziennym obcowaniu, że Wujek to dusza rozmodlona. Modlitwa była jego chlebem powszednim; często bardzo czerstwym, bo można było Wujka spotkać w kościele św. Piotra i Pawła późną nocą na modlitwie. Trwał tam w ciszy, nie tylko dlatego, że studenci zabrali mu dzienny czas na brewiarz. Wujek po prostu kończył dzień milczeniem przed tabernakulum. Wujek kochał Jezusa. Najczęściej można było to zauważyć podczas sprawowania Mszy św. codziennej. Wzruszające były jego wysiłki na początku liturgii, by przekazać uczestnikom zgromadzonym wokół ołtarza, że stoją na ziemi świętej. Tak, on był naszym Mojżeszem. Stał niejako boso przed krzewem gorejącym i zapraszał nas do maksymalnego skupienia i uczczenia Pana Boga. Jego pobożność była na wskroś chrystocentryczna. Stosował w życiu, nauczaniu i modlitwie miary ewangeliczne. Służąc młodym ludziom w kościele czy w sali wykładowej, służył Chrystusowi. Przy ołtarzu, czy w konfesjonale usługując Jezusowi, cały oddawał się młodzieży. (ks. M. Drzewiecki)
Ks. Aleksander Zienkiewicz należy do kapłanów wielkiej świątobliwości. Kto miał okazję zetknąć się z nim bliżej, ten nabrał przekonania, że świętość nie jest utopią, i że jest możliwa do zrealizowania nawet w tak ciężkich i niepomyślnych dla jej rozwoju warunkach, w jakich wypadło jemu żyć. Głównym źródłem jego rozwoju duchowego był zawsze Chrystus. Jego zawołaniem życiowym było "mniej dyskutować o Chrystusie, więcej żyć Chrystusem. W swym testamencie z 1993 r. napisał: "Zawierzcie Jezusowi... Trzymajcie Jego dłoń w swojej dłoni! Nie wypuście Jej nigdy ze swojej dłoni, bo On wtedy tylko od nas odchodzi, gdy my oddajemy swą dłoń bogu cudzemu, bożyszczu, idolowi. U podstaw jego ujmującej duchowości leży głęboka cześć Matki Zbawiciela. Starał się zawsze naśladować Jej życie, szczególnie w zakresie służby bliźnim. Inspirację do Jej czci znajdował w poezji Adama Mickiewicza, który Ją uwielbiał zarówno w obrazie jasnogórskim, jak i w Ostrej Bramie w ukochanym Wilnie. W swym testamencie wyznał, iż od najmłodszych lat stale doznawał Jej pomocy, Jej zawierzał każdy dzień swego życia i że nie zawiódł się na Niej nigdy. W zeszycie swych ćwiczeń duchownych napisał, że chrześcijaninowi nie wolno odłączać Jej czci od kultu Jej Syna. Różaniec stanowił jego umiłowaną modlitwę. (ks. J. Swastek) Był wzorem człowieka, dla którego Chrystus prawdziwie był królem. Często można było go spotkać na modlitwie. To rozmodlenie owocowało w nastawieniu do ludzi. Ksiądz Zienkiewicz w każdym człowieku widział Chrystusa. Będąc posłusznym Panu, gotowy był zrobić wszystko, co zgodne było z Jego wolą. (ks. M. Drzewiecki) Był to kapłan Boży, kapłan modlitwy. Takim go zapamiętałem, gdy służyłem do Mszy św. odprawianych przez ks. Wujka. Odprawiał je z wielkim skupieniem, a codzienne homilie, które były owocem jego osobistych refleksji, przemyśleń i rozważań na modlitwie u stóp Pana, stawały się dla uczestników Eucharystii prawdziwym pokarmem duchowym. (J. Kuropka) Na co dzień obserwowaliśmy Jego głęboką wiarę, mądrość i dobroć... Był człowiekiem głębokiej wiary, rozmodlonym, ufającym Bogu. "Opatrzność czuwa nad niedołęgami" powtarzał, ale tylko najmłodsi, nowi pod "4-ką" brali te słowa za żart, starsi wiedzieli, że wierzy w to mocno i wszystkie niedołęgi ufnie poleca Bożej opatrzności. Po mszy św. wracał z zakrystii przed ołtarz i w skupieniu klęczał przed Najświętszym Sakramentem. (J. Partyka) Mówiąc o Księdzu Rektorze i jednocześnie wspominając minione lata, mógłbym pisać o pobożnym sprawowaniu przezeń Mszy św., do której jakże często służyłem... (O. J. Puciłowski, OP)
Wujek nie odprawiał Mszy św. On każdą Mszę św. przeżywał. Zawsze co najmniej na 15 minut przed rozpoczęciem Eucharystii schodził do kaplicy. Nie zatrzymywały go w pokoju najciekawsze dysputy, przepraszał i wychodził. W kaplicy modlił się, a następnie ubierał i wychodził do ołtarza. Mszę św. rozpoczynał pieśnią, po czym uświadamiał nam, gdzie jesteśmy, przed Kim stajemy, jak bardzo jesteśmy mali i grzeszni, a zarazem podkreślał, jak wielką godnością obdarzył nas Bóg, że możemy uczestniczyć w Najświętszej Ofierze. Każdy jego krok, gest, wypowiadane słowa i śpiew były wykonywane w największym skupieniu i z celebracją. Kto z nas nie pamięta znaku krzyża w wykonaniu Wujka? On uczynił z niego sacrum, obejmował nim samego siebie i wszystkich obecnych. Nie tylko ja, ale - myślę - wszyscy, którzy przychodzili na Mszę św. sprawowaną przez Wujka, nie mieli najmniejszej wątpliwości, jak wielkim, niepojętym, wszechogarniającym Majestatem jest dla niego Bóg, jak wielką miłością Go darzy. Wujek pragnął bardzo, aby i dla nas Bóg stawał się również najważniejszy. A potem czytania, Ewangelia, homilia, która zawsze odnosiła się do Ewangelii i do życia, do pracy nad sobą. Były to drogowskazy dla nas, wskazujące nam drogę do Boga, zdobywania szczytów małymi krokami. I chociaż Wujek wspominał "windę" małej św. Tereni, to jednak zaznaczał, że dorównać jej to "trudne, tak, trudne, ale możliwe. (M. Oszmiańska) Jako obecny rektor Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu, a kiedyś także rektor naszego Seminarium Duchownego, muszę wyznać, złożyć świadectwo, że ks. prałat Aleksander Zienkiewicz, mimo iż nie posiadał formalnych stopni naukowych, to jednak był znakomitym teologiem. Uprawiał teologię modlącą się, teologię świadczącą, teologię pokorną, teologię pełną wiary i entuzjazmu, teologię drogą sercu Kościoła. (ks. I. Dec) Jego niezaprzeczalny autorytet osobowy, wypływający z bogatej duchowości oraz autentyzmu wiary i życia, pozwalał mu budzić nadzieję zwycięstwa dobra nad złem - jak to wskazywał młodym w Sycowie - i dodawać uczniom odwagi w stawianiu oporu bezbożnej propagandzie. Każdemu, kto zastanawia się nad tą postacią, musi nasunąć się z nieprzepartą koniecznością pytanie: skąd czerpał światła i moce ducha, by sprostać zadaniom, które - po ludzku sądząc - były nie do uniesienia przez tak długi czas jego kapłańskiej posługi, szczególnie w okresie szalejącego terroru bezbożnego i agresywnego komunizmu. Wydaje się, że siłą tą była jego głęboko przeżywana wiara i moc czerpana z modlitwy przed Najświętszym Sakramentem w kościele św. Apostołów Piotra i Pawła, przy ul. Katedralnej 4. To chciałbym podkreślić z naciskiem jako jeden ze świadków. (ks. S. Turkowski) Nauczył nas modlitwy różańcowej, przekonał, że każde zajęcie, każdą zabawę można przerwać na apel jasnogórski, Anioł Pański... (J. Partyka) Ks. Wujek wśród pracy z młodzieżą, z absolwentami i ich rodzinami, tak szczelnie wypełniającej jego czas, nie zaniedbywał modlitwy osobistej, brewiarzowej, drogi krzyżowej i różańca św. W czasie natomiast naszych spotkań jedna forma modlitwy była mu szczególnie bliska i droga - różaniec św. Towarzyszył mu wszędzie. Podczas wspólnych wędrówek nad morzem, na polanie leśnej, w domu i na Ostrowie Tumskim zawsze przesuwał w palcach ziarenka różańca. Powtarzał nam, że różaniec jest rozmową z Maryją, rozmową pełną ufności i zawierzenia. To powierzenie Jej naszych trosk, naszych nadziei, otwarcie przed Nią naszego serca. Oddanie się Jej do dyspozycji we wszystkim, czego Ona żąda od nas w imieniu swego Syna. I ks. Wujek składał w darze Maryi, codziennie i z wielką miłością, ten wieniec róż, jakim jest różaniec św. Zawierzał wówczas Maryi sprawy Ojca św., Ojczyzny i drogiej mu młodzieży, sprawy, które przykuwały jego uwagę i stanowiły głęboką troskę. (J. Kuropka) Wujek pracował nad sobą. Często nam o tym mówił i robił wszystko, abyśmy także podjęli taką pracę. Był człowiekiem modlitwy. Uczył wytrwałości i wierności przez modlitwę. Uwrażliwiał nasze sumienia. Ewangelię głosił przede wszystkim swoim życiem. [...] Był człowiekiem modlitwy. Szczególnie kochał modlitwę różańcową, o czym wszyscy wiedzieliśmy. Do tej modlitwy nigdy nas nie namawiał, po prostu dawał nam przykład. W czasie wakacji, w czasie dni skupienia zwykle wychodziliśmy na wieczorne spacery i pod rozgwieżdżonym niebem, wśród szumiących drzew, w pewnym momencie cichły rozmowy - Wujek rozpoczynał różaniec. Wiem, że wielu spośród wychowanków kontynuuje te tradycje w swoich rodzinach, na wyjazdach z przyjaciółmi czy na spacerach niedzielnych. Wieczorem można było spotkać Wuja na pl. Katedralnym lub w jego okolicy - z różańcem w ręku. Nie rozstawał się z nim do końca życia. Kiedy był już chory, chodziłam często do niego, aby razem pomodlić się na różańcu. Z rozrzewnieniem wspominam te dziesiątki, które Wujek przedłużał do siedemnastek czy dziewiętnastek lub skracał do ósemek. Wiedzieliśmy, że sprawiamy mu ogromną radość, gdy wpadaliśmy pomodlić się wspólnie. Często, gdy zbliżała się 12.00, a byliśmy w pobliżu "Czwórki", zachodziliśmy do Wuja na Anioł Pański. Nigdy o tej modlitwie nie zapominał i jestem pewna, że "zaraził" nią wszystkich "czwórkowiczów. [...] Wujek promieniował miłością do Boga. Czas spędzony w jego obecności nigdy nie był stracony. Nawet krótka rozmowa, spotkanie na ulicy i wymiana kilku zdań czyniły nas ludźmi lepszymi. (M. Oszmiańska)
W służbie ludziom Ks. Zienkiewicz żył życiem kapłańskim w wierności ideałowi Chrystusa Oblubieńca - czystego. Życie wiódł świątobliwe, oddane tej jednej miłości, jaka zeń promieniowała do serc tych wszystkich młodych, których Pan Jezus mu posyłał do pokoju na pierwszym piętrze przy Katedralnej 4. [...] Wujek do końca swoich dni nie przestał pracować nad sobą wewnętrznie. W ostatnich latach życia uczył się ciągle na nowo, bo sił brakowało, cierpliwego kochania wciąż przychodzących doń nowych studentów. Umiał pokochać każdego. Jego modlitwa obejmowała wszystkich, dobrych i złych, szła za każdym człowiekiem, gdziekolwiek był. Jego kartki, listy, które przechowujemy w naszych domach, świadczą aż nadto o tym. Tak, Wujek pamiętał o wszystkich i o każdym, bo wkładał każdą poznaną osobę w skarbonę swoich modlitw. Wspólna z Wujkiem Msza święta, zwłaszcza w ostatnich latach jego życia, była przeżyciem prawdziwej Tajemnicy - dotykaniem Boga stającego się na ołtarzu w chlebie i winie, ale też Boga mieszkającego w człowieku. (ks. M. Drzewiecki) Przede wszystkim był człowiekiem wiary. Była ona dla niego fundamentem wszystkich innych cnót i zalet osobowych jako wiara uświadomiona, bo wiara nieuświadomiona pokus nie doświadcza i ta w zasadzie go nie interesowała. Z wiary i miłości do Boga wypływała miłość ks. Zienkiewicza do bliźnich, zwłaszcza ludzi młodych, poszukujących, zagubionych, biednych. Był zawsze pogodny, łaskawy, uczynny. Wszystkie biedy miały do niego łatwy dostęp jak do ojca. Potrzebującym oddawał ostatni grosz, nawet ostatnie buty. (ks. J. Pater) Ks. Aleksander Zienkiewicz nie był nawet w najmniejszym stopniu przywiązany do spraw doczesnych, materialnych. Żył bardzo skromnie i ubogo. Zawsze dzielił się z innymi tym, co posiadał. Wspierał materialnie młodzież i ludzi potrzebujących wsparcia. Nie był nigdy przywiązany do tytułów oraz odznaczeń, nawet kościelnych. (ks. J. Swastek) Wyprawiając w życiową drogę, wyposażał nas Wujek we wskazania, które tę drogę wyznaczają i które - nawet wśród największych życiowych zawirowań - pomogą ją na powrót odnaleźć. Te wskazania to wartości, znaki, tropy, wzory, także wzory organiczne, które pomagał nam konstruować, wartościować, wybierać. Zwykł te wskazania nazywać drogowskazami. I rzeczywiście, postawił na naszej drodze liczne drogowskazy, pewien, że prowadzą one do prawdy, moralnej jednoznaczności, do światła, do tajemnic, które nie są dla człowieka pułapką, lecz Misterium. Najważniejszy drogowskaz to Chrystus. Tyle razy za życia mówił nam, że On jest Drogowskazem i Drogą jednocześnie. I po raz ostatni przypomniał o tym, słowami swojego testamentu: Zawierzcie Jezusowi...Trzymajcie Jego dłoń w swojej dłoni...!. I krzyż postawił jako drogowskaz na naszej drodze. To paradoksalne - nauczał Wujek - na drodze krzyżowej można znaleźć szczęście, odkąd na krzyżu zawisł On, najwyższy nasz Zbawiciel. A jeśli Chrystus i Krzyż - to i kolejny drogowskaz, którym jest wolność, prawdziwa wolność, która jest w Jezusie i z Jezusa. Ta wolność, to - mówił ks. Zienkiewicz - ...absolutna wolność, nieskrępowana żadnymi względami - wolność słowa, ocen, działania; ani opinia publiczna, ani groźba aresztowania, śmierci nie krępują proroka Ewangelii. Wujek postawił na naszej drodze inne jeszcze drogowskazy - Eucharystię, miłość (Miłość jest najwyższą wartością moralną), dobroć, pokorę, wierność, pokutę i wymóg nieustannego nawracania się. Postawił drogowskazy w postaci osób - Matki Bożej, świętych, wieszczów i bohaterów narodowych. Oni mieli być dla nas znakami i nauczycielami miłości Ojczyzny i patriotyzmu, który był dla Wujka wielką wartością i świętością. (J. Lubieniecka) Był dyspozycyjny, gotowy do współpracy i współdziałania dla wspólnego dobra w każdej sytuacji. Należał do tych nielicznych kapłanów na Ostrowie Tumskim, których można było w każdej chwili pozyskać do pomocy i współdziałania przy różnych wykładach, prelekcjach, konferencjach ascetycznych, zwłaszcza Rejonowych Konferencjach Duszpasterskich rozległej wówczas archidiecezji. Nie dawał się nigdy długo prosić, był zawsze gotów do pomocy i aktywnego uczestnictwa. Podejmowane zadania traktował zawsze jako służbę Chrystusowi w ludziach, zgodnie z dzisiejszą Ewangelią: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili. (ks. S. Turkowski) Czysta też była doktryna, jaką nam przekazywał we wszystkich wystąpieniach. Wiara Wujka była zatopiona, całkowicie zakorzeniona w osobie Jezusa Chrystusa. Był w Nim zakochany do nieprzytomności i to nas wszystkich urzekało, pociągało i po dzień dzisiejszy do niego prowadzi. Z tego zakochania wyrastało jego nadzwyczajne zawierzenie Opatrzności Bożej, która go nigdy nie zawiodła. (ks. W. Róg) Wujek miał duchowość nastawioną przede wszystkim na duszpasterstwo. Jego myśl i działanie nakierowane były całkowicie na to, by drugiemu, by młodemu człowiekowi przekazać wiarę i system wartości, które uważał za najcenniejszy życiowy skarb. Każde jego działanie podejmowane było po to, by stawać się lepszym duszpasterzem, by skuteczniej trafić do serca i umysłu młodego człowieka, dlatego obserwował, czym żyje i pasjonuje się świat, i patrzył, które elementy można wykorzystać duszpastersko. Aby ugruntować w nas mocną, niezachwiana wiarę i silne przekonania, uczył, że prawdy moralne nauczane przez Kościół można odnaleźć także u każdego rzetelnie myślącego człowieka, a zatem Kościół ze swoją nauką nie jest enklawą dziwaków oderwanych od otaczającej ich rzeczywistości. A taka postawa duszpasterska była bardzo potrzebna w czasach bardziej lub mniej jawnej walki z Kościołem, w czasach, gdy powszechnie twierdzono, że wiara jest wyłącznie sprawą prywatną człowieka czy wręcz opium dla ludu, w co wielu ludzi uwierzyło. (M. Łapicka) O ks. Aleksandrze Zienkiewiczu usłyszałam na pierwszym roku studiów od koleżanki, która uczestniczyła w akademickich rekolekcjach wielkopostnych we wrocławskiej katedrze, prowadzonych przez ks. Wujka.[...] Koleżanka powiedziała, że rekolekcjonista jest bardzo mądry i ona z każdą nauką coraz głębiej odkrywa, kim jest Bóg. Poszłam z ciekawości na ostatnią naukę i tam zapamiętałam na całe życie słowa: Gdybyście wiedzieli, kochani, jak bardzo Bóg nas kocha, to zło nie byłoby pociągające i nie chciałoby się nam więcej grzeszyć. Mówił to z przekonaniem, przejęciem i serdecznością, jak ktoś, kto wie na pewno, że Bóg jest nie tylko Mądrością, surowym i sprawiedliwym Sędzią (jak dotąd odczuwałam), ale Miłością i Miłosierdziem. Zapragnęłam wówczas więcej wiedzieć i rozumieć, dlatego trafiłam do CODA. Odtąd słowa Dobrej Nowiny dane mi było słyszeć podczas Mszy świętych, rekolekcji, dni skupienia, wakacji nad morzem. Z perspektywy czasu ujrzałam, że było to dla mnie ważniejsze od innej, zdobytej na studiach wiedzy. (Z. Tworzydło) Daleki był od pobłażliwości w stawianiu wymagań, ale nikogo nie uraził. Nie wzbudzał postrachu, ale zawsze czuło się w nim człowieka autorytetu. Cieszył się naszym szacunkiem za szacunek dla nas. Takim był również dla świeckiej młodzieży, którą gromadził w DA pod 4. Mogłem to poznać bezpośrednio, gdy ks. Aleksander zaprosił kilku kleryków na spotkania ze studentami na ul. Katedralnej. Był odważnym i dalekowzrocznym duszpasterzem akademickim, nie bał się ani zgorszenia kleryków, ani rozczarowania świeckich, gdy staną naprzeciw siebie. [...] Ten drugi okres był potwierdzeniem pierwszych wrażeń w spotkaniu z osobowością tego kapłana. W dalszym ciągu doświadczałem jego delikatności, prawości i sprawiedliwości. Nawet gdy chciał mi przekazać swoją wolę, widząc że mam inne widzenie sprawy, nigdy nie użył ostrych wyrzutów. Wujek potrafił znaleźć sposób, by trudne sytuacje rozwiązywać po przyjacielsku, choć z należnym dystansem. Nigdy też z ust Wujka nie padły nieprzychylne słowa o osobach nieobecnych. (ks. M. Drzewiecki) Bóg, powołując do kapłaństwa, oczekuje dobrowolnego przyjęcia tego powołania. Bóg nie chce niewolników. Bóg oczekuje całkowitego, dobrowolnego oddania się na Jego służbę. Zawsze, ilekroć Wujek musiał wyjść dla spełnienia innych obowiązków, kartka na drzwiach informowała nas o czasie, w którym już będzie z powrotem do naszej dyspozycji. Bo zawsze witał nas przede wszystkim: Czym mogę służyć? A wakacje prawie w całości nam poświęcał. Jeżeli kilkanaście dni udało mu się urwać na kurowanie się z dokuczającego reumatyzmu, to właściwie było wszystko. (ks. bp A. Dyczkowski)
Ks. Wujek umiał odczytywać intencje ludzkie, odkrywać dobre strony charakteru - był wyrozumiały. Swoim ojcowskim sercem obejmował wszystkich, również tych, którzy błądzili, w myśl zasady, że nie dość kochać dobrych, ale trzeba kochać i złych, bo tylko miłością można z nich zło wykorzenić. Powtarzał za św. Janem: "Nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą. I ks. Wujek nie był gołosłowny. Nawet wśród piętrzących się zajęć potrafił zawsze znaleźć czas, by służyć potrzebującemu człowiekowi, darząc go prawdziwie ojcowskimi wskazaniami. Był niestrudzony w służbie młodzieży. [...] "Był konsekwentny, wymagający wiele od siebie i pragnął, aby każdy, kto podejmował jakąkolwiek pracę na rzecz duszpasterstwa, wykonywał ją z ofiarnym entuzjazmem i zaangażowaniem. Nie rozumiał usprawiedliwienia w słowach " nie mam czasu. Zawsze do wszystkich problemów podchodził poważnie i nikogo nie lekceważył. Każdemu poświęcał tyle czasu, ile ten potrzebował. O każdej porze dnia aż do nocy można było przyjść do niego będąc pewnym, że wyjdzie ze swym radosnym i przyjaznym powitaniem: " Proszę. Czym mogę służyć?. Smucił się ze smutnymi, radował się z tymi, którzy przychodzili do niego z radością. Wspomagał biednych, w szczególności wielodzietne rodziny. A czynił to ewangelicznie ("niech nie wie prawica, co czyni lewica"), tajemnie, by wspomagani nie czuli się upokorzeni i nie spieszyli z dziękczynieniem.
[...] Kładł wielki nacisk na prawość, prawdomówność, siłę woli, męstwo, odpowiedzialność. Powtarzał często, że trzeba być człowiekiem z zasadami, z charakterem, a nie chorągiewką, która się kręci z lada powiewem wiatru, nawet wtedy, gdy przyjdzie za to drogo płacić. Przypominał o hierarchii wartości głoszonej przez Ojca św.: duch przed materią, osoba przed rzeczą, etyka przed techniką, miłość ponad wszystko. I tej miłości ks. Wujek uczył podkreślając , że " miłości trzeba się uczyć przez całe życie, bo ona nie ma dna. (J. Kuropka)
Bez wątpienia był człowiekiem prawdziwie mądrym, chciałoby się powiedzieć - mędrcem w biblijnym znaczeniu tego słowa. Mądry mądrością, w której wiedza, zaufanie Bogu, miłość do człowieka, prostota, sprawiedliwość i pokora tworzyły integralną jakość. Mądry, ale nigdy przemądrzały, nie szukający poklasku, nie ubarwiający tego, co piękne i wartościowe samo z siebie. Wujkowe konferencje etyczne zapamiętałam więc jako pełne rzeczywistej mądrości perswazje dobrego ojca, stawiającego życiowe drogowskazy. Drogowskaz - ulubione słowo Wujka. (J. Lubieniecka)
W każdym człowieku widział dobro. Często zwracaliśmy Wujkowi uwagę, aby nie był taki "naiwny", aby nie dawał się nabierać, bo ci, których wspomaga, to widać, że to naciągacze czy pijacy. Wujek odpowiadał, że lepiej być oszukanym wiele razy niż pominąć naprawdę potrzebującego. (M. Oszmiańska) [...] Nasz prefekt, ksiądz prałat Aleksander Zienkiewicz przyszedł do nas właśnie z Nowogródka i swoje znakomite lekcje dogmatyki inkrustował hojnie prawdami etycznymi wyrażonymi w języku Mickiewiczowskiej poezji: "Mówisz: Niech sobie ludzie nie kochają Boga, Byle im była cnota i Ojczyzna droga. Głupiec mówi: Niech sobie źródło wyschnie w górach, byleby mi płynęła woda w miejskich rurach". Właśnie o etyce - ze szczególną uwagą, taktem i konsekwencją - rozmawiał wówczas z przemądrzałymi młodzikami manifestującymi buńczucznie swój "naukowy światopogląd". Zdumiewające! Pojechał "na wygnanie" (został w Żaganiu rektorem niższego seminarium) zaopatrzony w nasze adresy, które musiał uprzednio wypisać sobie ze szkolnych dzienników. I miał o nas wiadomości najświeższe: "Niezmiernie się ucieszyłem, gdy się dowiedziałem, że się dostałaś na polonistykę. Jednego się obawiam-aby To On wyciągał do nas ręce, żeby nie zerwać istniejącego kontaktu. Tak zaczynała się wokół Wujka tworzyć nieformalna wspólnota, która po Jego powrocie bujnie się rozwinęła we wczesnych latach sześćdziesiątych w Centralny Ośrodek Duszpasterstwa Akademickiego "Pod Czwórką".
(M. Woś)
Pracując nad edukacją i formacją młodzieży akademickiej, nie zaniedbywał w niczym potrzeb młodzieży duchownej. Uwrażliwiał ją na zagadnienia teologiczne, literaturę piękną, punktualność i sumienne pełnienie swych obowiązków.
[...] W pamięci małoseminarzystów żagańskich zapisał się jako człowiek wielkiej delikatności, wysokiej kultury osobistej, pokory, dobroci i głębokiej pobożności.
[...] Jako rektor ks. Aleksander Zienkiewicz cieszył się wielkim autorytetem tak wśród profesorów, jak i alumnów. Europejskiej sławy profesor kanonista i historyk Kościoła, Tadeusz Silnicki, w 1955 r. w czasie jednego z wykładów z historii Kościoła powiedział do alumnów, że gdyby to tylko od niego zależało, to kanonizowałby ks. rektora A. Zienkiewicza już za życia, gdyż on na to zasługuje ze względu na osobistą świętość, dobroć serca i heroiczność cnót.
[...] Nie da się ująć w jego budżecie czasowym wysiłków podejmowanych w konfesjonale, w prywatnych rozmowach z młodzieżą i ludźmi dorosłymi. Wszystkim starał się pomagać tak duchowo, jak i materialnie. Sam żył bardzo skromnie. Troskę pastoralną okazywał wszystkim, którzy zwracali się do niego o pomoc czy radę. Objął nią także absolwentów, którzy wstąpili w związki małżeńskie.
[...] Czasy stanu wojennego ujawniły w sposób szczególnie wyrazisty jego niepospolite cnoty i cechy ujmującego charakteru, szczególnie zaś jego pokorę, ducha służebności, zaufanie do Opatrzności, do Matki Najświętszej i świętych Pańskich. W tym czasie dom pod "Czwórką" był prawdziwą ostoją dla prześladowanych i zagrożonych aresztowaniem.
[...] Należał bowiem do tych kapłanów, którzy potrafili harmonijnie połączyć głoszone zasady z życiem codziennym.
[...] W swym testamencie z 1993 r. napisał: "Proszę złożyć moje ciało w najskromniejszej trumnie, w czarnej sutannie bez żadnych dystynkcji. W homilii mszalnej czy nad grobem żadnych superlatywów i pochwał, gdyż naprawdę w świetle słów Pana widzę siebie jako "sługę nieużytecznego", który w sposób bardzo niedoskonały wypełniał wolę swego Pana.
(ks. J. Swastek)
Stan wojenny uczynił z Domu "Pod czwórką" - administrowanym przez Wujka - ostoję prześladowanych i zagrożonych, siedzibę powstałego tam w styczniu 1982 r. Arcybiskupiego Komitetu Charytatywnego. [...] Niektórym - dzieciom wojny - naprawdę zastępował ojca.
Ksiądz A. Zienkiewicz mówił zawsze to samo. W młodości i w starości, na lekcji i na wycieczce, w zdrowiu i w śmiertelnej chorobie. Bo to wszystko było budowane na tym samym fundamencie.
" Na głębszych fundamentach wyższy mur stać może. I wyższy rozum tylko na głębszej pokorze".
(M. Woś)
[...] Zawierzyliśmy Mu na zawsze, a przecież przed laty, gdy wyjechał, opuścił nas krótko, napisał z Warszawy: "Gdy się oddalam od Wrocławia, tym bogatszą pamięcią otaczam swych przyjaciół. Z tego wnioskuję, że gdy oddalę się w nieskończoność, będę Was najbliżej..."
(J. Partyka)
|
![]() |