Dzisiaj przeżywamy nie tylko uobecnienie tamtego szczytowego wydarzenia w dziejach naszego Zbawienia, tamtego poszumu wichru i tamtych płomiennych języków. W uroczystość Zesłania Ducha Świętego powinniśmy uświadomić sobie, że przez zesłanie Ducha Świętego odsłania się nam w pewnej mierze w postaci rąbka wielka, zasadnicza Prawda, Wielka Tajemnica bytu i działania Boga. Tylko winniśmy uświadomić sobie, że Bóg jest jedyny w naturze, ale jest troisty w Osobach. Teologowie katoliccy nie bezpodstawnie podkreślają absolutną jedność Pana Boga. Równocześnie jednak przypisują każdej z osób szczególne działanie, szczególne nachylenie na świat. Bogu Ojcu przypisuje się dzieło stworzenia świata, Bogu Synowi przypisuje się dzieło zbawienia i odkupienia człowieka, to co Jezus uczynił, to dzieło drugiej Osoby Trójcy Przenajświętszej.

Ale dzisiaj - zapowiedziana przez Jezusa prawda ujawnia się z całą wyrazistością: trzecia Osoba Trójcy Przenajświętszej - Duch Święty, który dokonuje dzieła uświęcenia człowieka a przez niego świata.

Skłonni jesteśmy za Apostołami i tą rzeszą, która znalazła się przed nimi w ten poranek Zesłania, widzieć w działaniu Ducha Świętego przede wszystkim dar języków. To wywołało u Apostołów i rzesz zdumienie, podziw i sensację, że mogą mówić obcymi językami. Nie zauważyli tamci - poniekąd uczestnicy, a może po części widzowie - co zaszło we wnętrzu tych ludzi, których nazywano i dziś nazywamy Apostołami, że tam zaszło coś bardzo istotnego, że wnętrza i serca ich uległy istotnej przemianie.

Owszem, skłonni jesteśmy idąc za tamtymi wymieniać dzisiaj katalog siedmiu darów Ducha Św. Niektórzy z nas z pewnością na pamięć nawet potrafią, jak za panią matką, czy za katechetą wymienić te dary. Ale winniśmy dzisiaj uświadomić sobie, że było ich znacznie więcej, niż ten stary katalog, że po prostu to był strumień, rzeka, powódź niewyobrażalnych, nieopisanych darów, które ogarnęły serca ludzkie - jeżeli one spełniły pewne podstawowe warunki. A przede wszystkim, że właśnie nastąpiła wewnętrzna, gruntowna, niemalże ontologiczna przemiana tych ludzi.

Do niedawna Apostołowie niemało już wiedzieli od Jezusa o Bogu, o człowieku, o kresie człowieka i świata. Niemało słyszeli zasad, wezwań Jezusa. I przyjmowali te prawdy, te zasady i wezwania, ale jakże byli chwiejni, jakże byli słabi. Słyszeli o tym, ale w praktyce daleko im jeszcze było do urzeczywistnienia tego największego przykazania Jezusa. Dopiero teraz, po tym gwałtownym bierzmowaniu, po tej burzy, po tym pożarze w Dniu Zielonych Świątek, wychodzą stamtąd jako inni ludzie, jako ci, którzy rozumieją to, czego Jezus uczył: On was wszystkiego nauczy. I właśnie teraz nauczył, teraz już wyszli z tego paraliżującego lęku. Teraz męstwo ogarnie ich dotychczas słabe serca.

Przedtem miłość ich - jak mówiliśmy - była chwiejna, a teraz gotowi są wszystko poświęcić, jako że nie ma większej miłości nad tę, jeżeli ktoś życie oddaje za braci swoich.

Apostołowie są gotowi już to czynić i zaczynają iść na spotkanie tej ofiary, tego poświęcenia. Wewnętrzna przemiana. Co prawda nie byli to ludzie w pełni przebóstwieni, byli to jeszcze ludzie kondycji ziemskiej, mieli na sobie i w sobie jeszcze wady, te różne odpryski, słabości, może niezupełnie zabliźnione rany. Ale fundamentalnie byli już inni. Tam nie było już pęknięć takich, które groziłyby dezintegracją, rozbiciem tej bierzmowanej osobowości Apostoła, tych wszystkich, którzy wykąpali się w tym ogniu Zesłania Ducha Świętego.

Jeżeli słuchaliście względnie uważnie sekwencji, czyli tego pięknego utworu czytanego przed Ewangelią, to zauważyliście ile autor-poeta wymienia tych elementów przemiany!

Ile nazw otrzymuje Duch Święty.

Mówi się o tym, że On jest światłem, strumieniem światła. Czytamy o tym, że jest ojcem ubogich, że jest dawcą łask drogich, że jest światłością sumień, że jest najmilszym z gości, że jest samą radością. Że jest słodkim orzeźwieniem, że jest ochłodą w pracy. Że w skwarze jest żywą wodą. Że jest światłością najświętszą, że jest źródłem potęgi słabego człowieka, że jest Tym, który wyrywa ciernie i łagodzi nędzę człowieka. Że jest tą wodą, która obmywa co nie święte, że oschłym wlewa zachętę. Że leczy serca rany. Że nagina to, co harde, że rozgrzewa to co twarde. Że szuka i przywodzi co zbłąkane. Że daje wierzącym siedmiorakie dary (liczniejsze niż siedmiorakie). Daje zasługę męstwa i w końcu wieniec zwycięstwa i zaprowadzi nas do szczęścia bez miary!

Wszystko powiedziane o Duchu Świętym? Nie wszystko - to są dary niewymierne, jak niewymierny jest ich Dawca.

Teraz zwracamy oczy ku sobie, myślimy: a co z nami? Tyle darów... tyle łask... taka powódź... a my? Często nadal mimo bierzmowania, mimo przeżywania tyle razy tych Zielonych Świąt jesteśmy słabi, lękliwi, często ciemni, a przynajmniej niedouczeni w zakresie prawd naszej wiary. Nadal cierpimy posuchę wewnętrzną, często czołgamy się po ziemi jak płazy. Nadal przeżywamy ogromny deficyt miłości, jesteśmy zimni, czasami aż przerażająco zimni wobec naszych najbliższych. I wobec Pana Boga jesteśmy dość obojętni, przerażająco zimni. Spychamy Jego sprawy i religię do spraw trzeciorzędnych albo i nawet czwartorzędnych...

Co z nami jest? Czyżby niebo zostało zamknięte, czyżby Duch Święty przestał działać w Kościele i w nas?...

Działa! Nadal działa. Spływają te strumienie nie tylko w Dzień Zielonych Świątek, ale także codziennie, na każdej modlitwie, na każdym spotkaniu z Bogiem, na każdej Mszy św., przy każdym sakramencie świętym. Jeżeli Jezus przekazał Apostołom i kapłanom: Weźmijcie Ducha Świętego, którym grzechy odpuścicie, będą odpuszczone, którym zatrzymacie, będą zatrzymane, to przecież w każdym sakramencie pokuty spotykamy się z działaniem Ducha Świętego. Niebo nie jest zamknięte, tylko widocznie my jesteśmy zamknięci. Nie doceniamy tych wartości, a więc i nie prosimy o nie.

Patrzmy, Apostołowie zamknęli się na dziesięciodniowe rekolekcje. Oczekiwali, prosili, jak najbardziej na serio traktowali to, co im Jezus zalecił.

A my?... Urządzamy choćby pięciominutowe rekolekcje na modlitwie?...

Jesteśmy zamknięci, w ciągłym pośpiechu, aby prędzej, aby prędzej... malutki podatek Panu Bogu i dalej, i dalej... Serca nasze są zamknięte i dlatego tak mało odczuwamy tego powiewu wichru, i tak mało odczuwamy ciepła i gorąca tych ognistych języków.

Ojciec Św. Jan Paweł II w ubiegłym roku, w Dniu Zielonych Świątek, powiedział do studentów, że miarą człowieka jest jego niezgłębione serce, gdzie ogromnie dużo przestrzeni i dla człowieka i dla Boga. Ale cóż, jak serce zamkniemy, wtedy te łaski Pana i te promienie spływają jak po skorupie, nie sięgają wnętrza...

Skontrolujmy siebie. Uderzmy się w piersi. Przeprośmy i otwórzmy się szeroko dzisiaj na przyjęcie Jego łask i darów na każdy dzień - na każdej modlitwie, przy każdym sakramencie, na każdej Mszy św. A wtedy może nie będziemy przeżywali tych sensacji mówienia obcymi językami. Dzisiaj to jest widocznie niepotrzebne, bo nasi bracia idący do kapłaństwa mają seminarium duchowne i mogą się języków obcych uczyć od profesorów. A my również możemy się uczyć tych języków w różnych okolicznościach. Nam to nie jest konieczne.

Ale konieczna jest dla nas miłość!

Konieczne jest światło!

Konieczna jest silna wiara!

Konieczne jest męstwo!

I o te dary dziś i codziennie modlić się będziemy.